aktualności

Wypuścić w lepszym stanie, niż przyszedł
 
  • Jedną z największych pokus, jaką szatan wzbudza w sercu człowieka, by odciągnąć go od spowiedzi, jest: „Po co masz klękać w konfesjonale przed kimś, kto też jest tylko człowiekiem i też grzeszy? Idź do lasu, Bóg jest wszędzie! Wykrzycz swoje grzechy, napisz na kartce i spal – to jakoś do Boga dojdzie”. A jednak Pan Bóg wymyślił to tak, że mam uklęknąć przed kapłanem i jemu powiedzieć swoje grzechy. Wiedząc jednocześnie, że w nim sam Chrystus słucha mojej spowiedzi.
 
Pokusa pychy
 
Pycha jest potężnym grzechem, a spowiedź daje nam możliwość walki z nią – właśnie przez osobę kapłana. Pięknie mówił o tym Jan Maria Vianney: „Spróbuj poprosić Maryję albo aniołów, żeby cię wyspowiadali. Chociaż są w niebie i są tak blisko Boga, to nie mogą. A zwykły ksiądz, chociażbyś go nie lubił, ma moc odpuszczenia grzechów”. I tę prawdę trzeba przyjąć, że do odpuszczenia grzechów potrzebny jest kapłan. Księża też się spowiadają u siebie nawzajem, więc nie jest to tylko problem ludzi świeckich. Ksiądz sam siebie rozgrzeszyć nie może, więc nawet biskup i papież spowiada się u drugiego człowieka.
 
Krok ponad lękiem
 
Pokusa podsuwana przez szatana może się objawić pychą („Dlaczego mam mówić innemu człowiekowi swoje grzechy?”), ale także strachem („Zostanę oceniony!”). Nikt z nas nie lubi być oceniany, więc w odniesieniu do spowiedzi zaczyna się tworzyć naturalna bariera. Jednak spowiednik nie ma prawa cię ocenić, on ma cię wypuścić z konfesjonału w lepszym stanie niż przyszedłeś – tak nas uczą w seminarium. Do tego Kościół daje niesamowitą gwarancję i pewność ludziom, którzy się spowiadają – jest nią tajemnica spowiedzi. Znam bardzo wielu księży. Spotkałem w swoim życiu takich, którzy są dla mnie wzorem, jak i tych, których nie chciałbym naśladować. Natomiast nigdy nie spotkałem księdza, który by się nie przejmował tajemnicą spowiedzi. To bardzo poważna sprawa, ponieważ kapłan zdradzający tajemnicę spowiedzi – podlega karze ekskomuniki. I nie spotkałem takiego, który by lekceważąco do tego podchodził. Nie warto też się przejmować, że ksiądz zapamięta moje grzechy. Proszę sobie wyobrazić spowiedź od jego strony: siedzi w konfesjonale, co chwilę przychodzą ludzie, mówią o swoim życiu i o swoich grzechach. Choćby i chciał, nie jest w stanie tego wszystkiego zapamiętać. Konfesjonał jest jak pralka – ludzie wchodzą do niego z brudnym sumieniem, a wychodzą z czystym. Ale te brudy tam zostają, co nie jest ani przyjemne, ani fascynujące. Fascynujące i niesamowite jest to, że Pan Bóg to wszystko odpuszcza! To przepiękny moment, kiedy mogę udzielić rozgrzeszenia…
 
Ekskluzywny grzesznik?
 
Możesz mieć pokusę, by myśleć, że jesteś wyjątkowym grzesznikiem: „Zobacz, nikt tak nie grzeszy jak ty”. Mówi się, że szatan kusi dwa razy: przed grzechem mówi: „Zrób to, będzie fajnie” – a po: „Widzisz, jednak to zrobiłeś! Jesteś do niczego”. Może pojawić się myśl: „Co ksiądz o mnie pomyśli? Na pewno się nie spodziewa, że mogę mieć takie grzechy. Zgorszy się, wybiegnie z krzykiem z konfesjonału”. To jest pokusa wyjątkowości twojego grzechu. A prawda jest taka, że ksiądz niczym się nie zgorszy ani nie zdziwi – wystarczy, że choć trochę posiedział w konfesjonale. Do tego zna też swoje życie i swoje grzechy. Świadomość własnego grzechu pomaga mu w nieocenianiu. Dlatego strach przed księdzem naprawdę nie ma sensu. Kościół daje nam jeszcze jedną, piękną możliwość. Chrzest powinieneś przyjąć we własnej parafii, Pierwszą Komunię też, podobnie jest ze ślubem i pogrzebem – a jeśli chcesz to zrobić w innej parafii, twój proboszcz musi dać ci na to pozwolenie (nie ma z tym zazwyczaj problemów). Natomiast spowiedź nie jest niczym ograniczona – możesz się spowiadać, gdzie chcesz, i wybrać takiego spowiednika, jakiego chcesz.
 
Poszukaj dobrego spowiednika
 
Spotykam czasem ludzi, których ksiądz źle potraktował podczas spowiedzi. Po takim doświadczeniu mają blokadę i nie chcą się spowiadać. Może zdarzyło się to i tobie. Przepraszam cię w imieniu tego księdza. Pamiętaj jednak, że nie spowiadając się, nie szkodzisz tamtemu spowiednikowi (on sobie dalej żyje), natomiast ty odsuniesz się od Chrystusa. Warto spróbować przebaczyć temu księdzu i zapomnieć. Gdy byłem klerykiem, poszedłem się wyspowiadać do katedry we Wrocławiu. Powiedziałem swoje grzechy i usłyszałem: „Nie dostaniesz rozgrzeszenia, bo nie żałujesz”. Zatkało mnie! Próbowałem się bronić, mówiąc, że samo to, iż przyszedłem, oznacza, że żałuję. Ksiądz mi odpowiedział: „Nie dyskutuj ze mną! Wyjdź, nie dostaniesz rozgrzeszenia”. Wyszedłem z katedry, obszedłem ją kilka razy w koło, żeby dojść do siebie, i wróciłem. Poszedłem do innego księdza, wyspowiadałem się i dostałem rozgrzeszenie. Nie mam pojęcia, czy tamten ksiądz miał gorszy dzień, czy coś go wcześniej zdenerwowało, czy może ja rzeczywiście tak o swoich grzechach mówiłem, że wyglądało na to, że nie ma we mnie żalu. Ale najgłupszą rzeczą, jaką bym wtedy zrobił, byłoby zdjęcie sutanny i powiedzenie: „Odchodzę z zakonu, odchodzę z Kościoła, nie będę się więcej spowiadał, bo ten ksiądz mnie skrzywdził”. Ten problem bierze się też stąd, że często spowiadamy się na chybił trafił. A przecież spowiedź to leczenie duszy. Tak jak szukamy dobrych lekarzy, tak warto szukać dobrych spowiedników. Mogę popytać innych, mogę też szukać samemu, weryfikując kolejnych kapłanów („Wyspowiadałem się raz i więcej do niego nie pójdę”). Zobacz, ile czasu poświęcasz na to, żeby wybrać dobry sprzęt: telefon, aparat fotograficzny, samochód. Ludzie spędzają godziny na portalach internetowych, czytają opinie, zastanawiają się – bo muszą wydać pieniądze. A kwestia spowiedzi to najważniejsza sprawa, bo dotycząca życia wiecznego! Warto poświęcić trochę czasu, by znaleźć dobrego spowiednika, któremu zaufasz na dłużej. Gdy stanie się twoim stałym spowiednikiem, to odejdzie stres, że cię oceni czy źle potraktuje. Warto szukać dobrych spowiedników!
 
Impregnowani na łaskę
 
My, księża, też jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoje emocje, lepsze i gorsze chwile. Chociaż mam obowiązek wypuścić penitenta w lepszym stanie, niż przyszedł – czasem jest to niemożliwe. Czasem penitent przychodzi z karteczką i mówi: „Będę chrzestnym i proszę mi to podpisać”, a nie chce się szczerze spowiadać ani nie żałuje… Kiedyś przyszedł mężczyzna, który nawet nie ukląkł, żuł gumę i powiedział: „Dogadamy się jakoś”. Nie ma nic gorszego, kiedy ktoś bezcześci sakrament przez swoją ignorancję! Nie mnie oceniać, co nim kieruje, ale w takiej sytuacji naprawdę trudno wypuścić go w lepszym stanie, niż przyszedł. On chce dostać podpis i tyle. I wyobraź sobie, że ty jesteś następny w kolejce do konfesjonału. Odchodzi taki ignorant, ja cały kipię jeszcze ze złości, a ty zaczynasz się spowiadać. Ze mnie te emocje jeszcze nie zeszły, więc choć staram się jak najgorliwiej spowiadać – możesz rykoszetem trochę oberwać.
 
Tłuste owce robią miejsce chudym!
 
I jeszcze jedna sprawa, szczególnie aktualna przed świętami. To okropnie denerwujące, kiedy w długich kolejkach przedświątecznych do konfesjonału widzi się ludzi, którzy co tydzień i częściej są w kościele, a do spowiedzi przychodzą na ostatni moment. Kiedy już wszystko ugotowane, uprane, wysprzątane – w ostatniej chwili przypominają sobie: „Ojej, jeszcze spowiedź!”. A jak to wygląda od strony księdza? Wiem, że za kilka godzin zaczyna się liturgia. Kolejka tak długa, że nie uda mi się jej „przerobić”, a nie chcę zostawić nikogo na święta bez rozgrzeszenia. Co zrobić? Odpuścić sobie gorliwość i zamienić spowiadanie w fabrykę? Wszyscy patrzą na zegarek, a tu nagle ktoś klęka i mówi: „Ostatni raz byłem u spowiedzi pięćdziesiąt lat temu…”. I co ja mam zrobić – potraktować go „na szybko”? Dać mu telefon i powiedzieć: „Umówmy się po świętach, bo widzi pan, dzisiaj nie pogadamy”? Powiedzieć wszystkim: „Proszę odejść, bo ja tu muszę dłużej porozmawiać”? To są straszne dylematy! Dlatego warto te ostatnie chwile przed świętami zostawić ludziom, których Pan Bóg po wielu latach poruszył. Może ktoś przyszedł z koszyczkiem na święconkę, bo go żona wysłała – ale w kościele coś go ruszyło, więc po latach chce się wyspowiadać? A tu kolejki tych, którzy są co tydzień, może nawet w rekolekcjach uczestniczyli, ale zostawili spowiedź na ostatnią chwilę… Warto szukać dobrych warunków do spowiedzi i umówić się – nie w czasie Mszy świętej, kiedy organy grają, ksiądz głośno mówi kazanie, przy konfesjonale stoi kolejka, a z tyłu ktoś komentuje: „O, tyle się spowiada! Ale grzesznik!”. Módl się o dobrego, stałego spowiednika i szukaj czasu na spowiedź poza Eucharystią. Naprawdę wielu księży umawia się z penitentami na spowiedź osobiście, na konkretny czas. To komfort dla jednej i drugiej strony. I zanim ocenisz księdza, że źle cię potraktował – pomyśl, czy sam na poważnie podchodzisz do spowiedzi.
 
o. Marcin Kowalewski CMF
Szum z Nieba nr 139/2017
 
Iść czy nie iść? Lęki przed spowiedzią
 

Dobiega koniec Wielkiego Postu. W kościołach w Wielkim Tygodniu będzie wiele okazji do skorzystania ze spowiedzi. Wielu jednak boi się do niej przystąpić. Jak przełamać ten lęk? Pomocą mogą być wypowiedzi „praktyków miłosierdzia” – tych, którzy znają siłę i wartość tego sakramentu.
 
Ktoś może powiedzieć: ja spowiadam się jedynie Bogu. Tak, to prawda, możesz powiedzieć: „wybacz mi Boże!” i wyznać twoje grzechy. Ale nasze grzechy wymierzone są także przeciw naszym braciom, przeciw Kościołowi i dlatego trzeba prosić o wybaczenie grzechów braci i Kościół w osobie kapłana. Jednak ktoś powie: „Ojcze, ja się wstydzę”. Także wstyd jest dobry. To zdrowo mieć trochę wstydu, bo wstyd jest także zbawienny. Kiedy bowiem ktoś nie ma wstydu, to w mojej ojczyźnie mawiamy, że jest bezwstydnikiem. Wstyd jest dla nas także czymś dobrym, bo czyni nas pokorniejszymi. A kapłan przyjmuje to wyznanie grzechów z miłością i czułością i przebacza w imię Boga. Także z ludzkiego punktu widzenia, aby nam ulżyć, dobrze rozmawiać z bratem i wyznać kapłanowi te sprawy, które tak bardzo ciążą nam na sercu, a człowiek odczuwa ulgę wobec Boga, Kościoła i brata. Nie lękajcie się spowiedzi! Ktoś stojąc w kolejce do spowiedzi, odczuwa wszystko to, co mu ciąży na sercu, a także wstyd, żeby się wyspowiadać. Kiedy skończy się spowiedź, odchodzi wolny, wspaniały, odczuwając przebaczenie, nieskalany, szczęśliwy. To właśnie jest piękno spowiedzi!
papież Franciszek
 
Wybaczać nam – to Jego największa przyjemność.
(św. Jan Maria Vianney)
 
Jedną z przyczyn lęku chrześcijanina przed sakramentem pojednania bywa straszenie małego jeszcze dziecka spowiedzią. Bywa, że w dobrym zamiarze z sakramentu pokuty czyni się instytucję opresji. Najczęściej jest to tylko fragmentaryczne postrzeganie chrześcijaństwa, a ostatecznie nierzadko i Boga samego, w perspektywie zakazu, opresji i możliwej kary przekroczenie któregoś z tych zakazów. Zwykle wtedy kapłan, a spowiednik szczególnie, są traktowani jak policjanci z drogówki namierzający kierowcę przekraczającego dozwoloną prędkość. Podstawową troską jest wtedy, jak nie dać się złapać czy ewentualnie, jak się wykręcić od zapłacenia mandatu. Podobnie w sakramencie podstawową troską jest jak najszybsze jego zakończenie, ewentualnie jak najmniej trudne jego przeżycie. Wychowanie w takim duchu, straszącym Bogiem, księdzem, albo i jakąś nagłą karą, prowadzi w najlepszym wypadku do przepełnionego lękiem życia religijnego, a w najgorszym do zupełnego odrzucenia sakramentu pokuty bądź w ogóle katolicyzmu.
(o. Jordan Piotr Śliwiński OFMCap)
 
Chciałbym wam zadać pytanie, na które niech każdy z was odpowie w swoim sercu: kiedy po raz ostatni się spowiadałem? Czy dwa dni temu? Dwa tygodnie? Dwa lata? Dwadzieścia lat? Czterdzieści lat? Niech każdy sobie policzy. Niech każdy zapyta siebie: kiedy spowiadałem się po raz ostatni? Minęło wiele czasu. Nie trać ani dnia. Śmiało idź się wyspowiadać! Kapłan będzie dla ciebie dobry. Jest tam też Pan Jezus, który jest lepszy niż księża! Jezus ciebie przyjmie z wielką miłością! Bądź dzielny i śmiało idź się wyspowiadać.
(papież Franciszek)
 
Czasem strach przed sakramentem pokuty wynika z niemiłych lub wręcz traumatycznych doświadczeń. Ktoś został skrzyczany przez kapłana, ktoś poczuł się niezrozumiany albo dotknięty niedelikatnymi pytaniami. Z pewnością każdą taką sytuację trzeba rozpatrywać osobno, każda jest bowiem inna. Każdą osobę, która ma za sobą takie doświadczenia, pragnę zaprosić do podjęcia kolejnej próby powrotu. Może warto umówić się z kapłanem o dogodnej porze, a nie pozostawiać spowiedzi na ostatnie dni przed świętami, kiedy napływ wiernych jest duży, a spowiednicy nieraz przemęczeni. Być może znamy kapłana, z którym, jak sądzimy, będzie nam się łatwiej porozumieć. Poprośmy go o taką spowiedź i nie bójmy się wspomnieć o naszych bolesny przeżyciach. Z pewnością każdy spowiednik może nas ważnie rozgrzeszyć, ale po trudnych doświadczeniach warto spotkać się z kapłanem, który, jak przypuszczamy, lepiej nas zrozumie. Przy okazji warto zaznaczyć, że w sytuacjach, kiedy kapłan zaczyna w konfesjonale krzyczeć lub wypowiadać sądy niegodne konfesjonału lub niezgodne – jak sądzimy – z nauką Kościoła, mamy prawo spokojnie zaprotestować: „Proszę, niech ksiądz na mnie nie krzyczy!” albo „Proszę mi jaśniej wytłumaczyć, gdyż to, co ksiądz mówi, wydaje mi się niezgodne z prawdami naszej wiary”.
(o. Jordan Piotr Śliwiński OFMCap)
 
Chcę dać wam radę: bądźcie przejrzyści przed spowiednikiem. Zawsze. Mówcie wszystko, nie bójcie się. «Ojcze, zgrzeszyłem!». Trzeba mówić zawsze prawdę spowiednikowi. Ta przejrzystość dobrze robi, bo budzi w nas pokorę, we wszystkich. «Ojcze, trwałem w tym, uczyniłem to, nienawidziłem»... cokolwiek by to było. Mówcie prawdę, nie ukrywając, bez niedomówień, ponieważ rozmawiasz z Jezusem w osobie spowiednika. A Jezus zna prawdę. Tylko On zawsze ci przebacza! A Pan chce jedynie, abyś ty Mu powiedział to, co On już wie. Przejrzystość!
(papież Franciszek)
 
Jeżeli chcecie dowiedzieć się, czym jest wewnętrzne wyzwolenie i prawdziwa radość, nie zapominajcie o sakramencie pojednania
(św. Jan Paweł II)
 
Czyż nie jesteśmy dziś świadkami pewnej niechęci do spowiedzi? Tymczasem w sakramencie pojednania, jakikolwiek grzech by się popełniło, jeśli się go pokornie wyznaje i ufnie przystępuje do spowiednika, doświadcza się napełniającej pokojem radości Bożego przebaczenia. W tym sakramencie centralne jest nim osobiste spotkanie z Bogiem, Ojcem dobroci i miłosierdzia. W samym sercu liturgii sakramentalnej nie stoi grzech, ale miłosierdzie Boga, który jest nieskończenie większy od wszystkich naszych win
(Benedykt XVI)
 
Pamiętajcie, że Bóg jest miłosiernym Ojcem wszystkich ludzi. Jesteśmy Jego dziećmi i zawsze nam przebaczy, uwolni, uzdrowi, jeżeli tylko się do Niego zwrócimy.
(bł. Matka Teresa z Kalkuty)
 
Wiem, że samooskarżenie kosztuje cię krótką chwilę upokorzenia. Ale czy potępienie własnych grzechów jest rzeczywiście upokorzeniem?
(św. Jan Maria Vianney)
 
 
Przewodnik Katolicki 12/2015